Pogoda nam się totalnie wykończyła i nie zrobiłam w tym czasie nawet jednego konstruktywnego zdjęcia. Powinnam się skrócić o głowę za to. Teraz, kiedy mam już czas, to mogę pstrykać w takim raczej melancholijnym klimacie, na który nie mam chyba ochoty. Chociaż znalazłam jedno miejsce, które warto wykorzystać. Może za 2 tygodnie jak znowu wrócę do domu...
niedziela, 9 października 2011
Oczywiście skłamałam po raz kolejny co do mojej regularności dodawania tutaj postów. Pewnie zrobię to jeszcze nie raz, nie milion. W związku z tym moje postanowienia o jakiejkolwiek regularności zostały podarte i wyrzucone w czasoprzestrzeń. Dziś niedziela, 9 października i jak przystało na porządnego obywatela jak i człowieka, który stara się nie patrzeć w przeszłość, a w przyszłość - idę za moment na wybory. Nie udało mi się niestety wyciągnąć na nie rodziców, więc nie do końca jestem spełniona. Mama wykręca się artystycznym nieładem na głowie, a ojciec? Ojca zostawmy w spokoju. Niech dogorywa na kanapie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
u mnie ze zdjęciami też krucho.
OdpowiedzUsuńz czasem też różnie..
/berrylimes.blogspot.com