środa, 22 czerwca 2011

           Wczoraj napisałam kilka słów na kartce. Nie miałam okazji zrobić tego tutaj, bo było to fizycznie niemożliwe. Pisałam to w parku:
          "Dziś, po raz kolejny w życiu przytrafił mi się ten dziwny stan. Nie mogę uporządkować moich coraz to dziwniejszych myśli. Nie mogę uspokoić moich rozbieganych po twarzy dłoni. W uszach pobrzmiewa Damien Rice. Moje ciało trzęsie się całe od impulsów niepokoju. Szukam miejsca schronienia, jakiejś alternatywy, ucieczki. Nic.
          Czekam więc na sen. Jak małe dziecko będę wołać w nim do domu, do łóżka, do ciszy. A na razie kurczę się w sobie i już prawie mnie nie ma, bo przecież tak niewiele mi potrzeba".

         To wszystko było wczoraj przed 14 zaledwie. Potem już sytuacja się nieco polepszyła

Dzisiaj rano wstałam i doszłam do wniosku, że jednak lubię poznawać nowych ludzi, bo są do mnie pozytywnie nastawieni. Mają wesołe oczy i wstydzą się. Miło jest mówić częściej słowo 'cześć' na ulicy czy gdziekolwiek. Fajnie też jest zatrzymać się na parę uśmiechów i krotką wymianę zdań.


W ogóle to będąc już w domu praktycznie do września muszę ruszyć głową w kwestii zdjęć. Bardzo mi się to marzyyy!

niedziela, 12 czerwca 2011

Nie mam dziś szczęśliwego dnia. Moja fizyczność zaczyna powoli mnie przytłaczać. Znów zemdlałam. Tym razem rozcięłam sobie delikatnie łuk brwiowy. Obecnie leżę w łóżku i jestem zmęczona jak sto pięćdziesiąt. Jutro mam egzamin z prawa karnego. Nie umiem na niego nawet słowa. Na wykłady też nie chodziłam. Wyczuwam porażkę zbliżającą się wielkimi krokami ku mojej osobie.

Internetu Kasia nie ma. Mieć też nie będzie. Trzeba więc radzić sobie w jakiś inny sposób. Uwiązać myśli na przykład. Można też skupić się na malowaniu paznokci, tworzeniu listy książek do przeczytania w wakacje, jedzeniu, piciu kawy i innych istotnych dla kobiety rzeczach. Tak, ewidentnie nie mam dziś humoru. Zdjęcia za to będą dwa dziś. Pasujące do obrazu wakacji budującego się w mojej głowie.



Właśnie dlatego, że gdzieś tam jesteś i masz świadomość, że ja też jestem nie mogę już więcej być sobą. Nie mogę się już więcej nigdy otworzyć. Bo akurat to zabolało i wiedziałeś, że zaboli. Gdybym tylko pokazała ci jak jest, jak było, też byś poczuł te wszystkie okropne emocje. Google to przydatna rzecz, owszem. Tyle tylko, że nigdy tak naprawdę nie powiedzą ci niczego o człowieku.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Kiedyś, kiedyś obiecałam dodać zdjęcia z meczu towarzyskiego kolegów. Dzisiaj dodaję. Powróciłam po długiej przerwie, co jest jednoznaczne z tym, że powinnam się w tej chwili uczyć, skoro tutaj piszę.









Trochę rzeczy przeczekałam ponownie, ale wzięłam się dziś do roboty, więc może wreszcie nadrobię straty poczynione przez ostatnie dni. Liczę na burzę w tym tygodniu, bo jak nie, to nie zaliczę roku przez ten tropikalny klimat.

Pierwszy dzień bez mojej Kasi upływa mi dość spokojnie. Nie płaczę, nie dąsam się. O to chodziło podobno. Dzielna ze mnie dziewczynka jednak. Obym podołała tak przez resztę czasu.