Wróciłam, zobaczyłam, zwiedziłam, zjadłam, rozczarowałam się, spałam, uśmiechałam się, spacerowałam, piłam, robiłam zdjęcia, rozmawiałam, wykręcałam sutki, pomyliłam się, pytałam o drogę, marzyłam, kupowałam, paliłam, starałam się i wiele innych. A wszystko w jednym Krakowie w tych kilka godzin. Jestem znów na starych śmieciach.
Przyszło mi znowu zmierzyć się z czymś, z czym powinnam zmierzyć się już dużo wcześniej. Brutalna rzeczywistość uświadomiła mi po raz kolejny, że nie myślę czasem o rzeczach ważnych w przyszłości. Tym razem pokazała mi, że nie zawsze będzie ktoś na mnie czekał, nie zawsze będzie ktoś przy mnie i wreszcie - że nie można, a wręcz nie wolno nikogo zatrzymywać przy sobie. Niby to takie proste i oczywiste, a ja jednak o tym nie wiedziałam. Mając już 20 lat ciężej przyswajam sobie pewne rzeczy i pewnie dlatego dziś rano moja twarz wyglądała jak poligon wojskowy. Noc i poranek po owej nocy był ciężki, jak wysiłek, który wkładam w to, aby zrozumieć parę życiowych prawd.
Pozytywna myśl jest taka, że chyba już bardziej nie może się zawalić mój światopogląd, prawda?
niedziela, 31 lipca 2011
czwartek, 28 lipca 2011
Stare znajomości
Dzisiaj w planie miałam zaszywanie się w domowych pieleszach, jednakże nie udało się to ze względu na pozyskiwanie funduszy na jutrzejszy wyjazd. Muszę polecieć po kosztach, ale czego się nie robi dla takich chwil. Pozostały we mnie jeszcze jakieś resztki moralności, które należałoby ratować. Mamy 22, a we mnie już jest trochę adrenalinki przed dniem jutrzejszym. Może jest to też spowodowane nieoczekiwanym spotkaniem z licealną, bliską koleżanką Karoliną. Nie zmieniła się. Nadal przepadam za plotkowaniem i wspominaniem dawnych czasów w jej towarzystwie. Lubię na nią patrzeć, bo ma takie delikatne gesty i do tego jest bardzo kobieca na swój sposób. Co moje z dzisiejszego wieczoru, to moje i niestety newsami które otrzymałam się nie podzielę ;d. Z niecierpliwością kładę się spać, aby wstać jutro wypoczęta i gotowa do działania. A na koniec:
DOBRANOC!!!
DOBRANOC!!!
środa, 27 lipca 2011
Jadę do Krakowa w piątek. Zamierzam wykorzystać maksymalnie cały ten dzień. Nawet jeśli będzie padać, nawet jeśli przemokną mi totalnie nogi. Nic mnie to nie obchodzi. Co prawda moje fundusze są mierne (czyt. nie mam ich), ale sytuacja jest wyjątkowa. Autobus mam o 7 rano. O 10:36 będę na miejscu. Czas podróży 3 godziny i 36 minut. 181 km do pokonania. 0 przesiadek. Uczę się dokładnego planowania od kogoś, kto zawsze to robił i co wydawało mi się zawsze bardzo głupim pomysłem. Wraz z dniem dzisiejszym jestem bogatsza o to jedno doświadczenie. Może nawet uda mi się wprowadzić to do mojego stałego kanonu zachowań. Dla samej siebie. Właściwie wyjazd jest totalnym wariactwem. Postawieniem się na przekór ludziom. Rodzajem buntu szesnastolatki znanej z pewnej piosenki grupy Myslovitz:
Ale czasem trzeba się zbuntować, by sobie uświadomić, że czasy, kiedy można schować się za kimś, że ktoś cię ochroni, że ktoś odeprze atak rzeczywistości, już dawno się skończyły. Pora porzucić złudzenia i dorosnąć Kate. Dobranoc.
niedziela, 24 lipca 2011
Escape
Ludzie stale uciekają od siebie. Jedni po to, żeby się wzajemnie nie ranić, a inni wręcz przeciwnie - żeby rzucać w siebie obelgami z daleka. Nie wiem czy to przez to, że moc uderzenia wydaje się być większa z uwagi na odległość.
Ostatnimi czasy mam problem z jedzeniem. Zauważyłam już minimalne braki w moim ciele. Wszystko wygląda apetycznie, do momentu kiedy nie znajduje się w mojej własnej lodówce, albo co gorsza w moim własnym talerzu. Ostatnią deską ratunku są pomidory malinowe, które pochłaniam bez nawet bez soli, bo boje się, że zepsuje mi ich smak i aromatyczny zapach. Nie dalej jak w poniedziałek przeczytałam artykuł "W spirali cen" (oczywiście w Newsweek'u.). Pisali, że pod koniec bieżącego roku wzrosną ceny jedzenia i innych surowców, a wraz z nimi inflacja, więc może moje niejedzenie jest pewnego rodzaju przygotowaniem na nadchodzące wydarzenia.
A tak teraz sobie myślę, że w sumie jedzenie pogarsza samopoczucie. Chyba, że to przez pogodę?
Ostatnimi czasy mam problem z jedzeniem. Zauważyłam już minimalne braki w moim ciele. Wszystko wygląda apetycznie, do momentu kiedy nie znajduje się w mojej własnej lodówce, albo co gorsza w moim własnym talerzu. Ostatnią deską ratunku są pomidory malinowe, które pochłaniam bez nawet bez soli, bo boje się, że zepsuje mi ich smak i aromatyczny zapach. Nie dalej jak w poniedziałek przeczytałam artykuł "W spirali cen" (oczywiście w Newsweek'u.). Pisali, że pod koniec bieżącego roku wzrosną ceny jedzenia i innych surowców, a wraz z nimi inflacja, więc może moje niejedzenie jest pewnego rodzaju przygotowaniem na nadchodzące wydarzenia.
A tak teraz sobie myślę, że w sumie jedzenie pogarsza samopoczucie. Chyba, że to przez pogodę?
sobota, 23 lipca 2011
Głupotki
Dżinsowa torebka. Czas to przemyśleć i wtłoczyć w życie.
I can't get that trumpet out of my head. I Lykke znów powiedziała wszystko.
I can't get that trumpet out of my head. I Lykke znów powiedziała wszystko.
piątek, 22 lipca 2011
Boziu jaki mam pomysł na zdjęcie!!!! Sikam w majty ogólnie. Właśnie to wymyśliłam przeglądając galerię zdjęć na fb u niejakiej panny T. Muszę tylko zabrać z Kielc moje królicze uszy. Będzie MEGA!
Z racji iż moje myśli uciekają mi stosunkowo szybko zapisuję je tutaj, albo ewentualnie w telefonie.
Re:
Kiedy byłam małą dziewczynką wydawało mi się, że ludzie zakochują się w sobie dozgonnie i bezgranicznie. Poza tym w tym wszystkim jest więcej szczęścia niż goryczy i tych innych negatywnych emocji. Po latach stwierdzam, że w dzieciństwie moja siostra za dużo czytała mi baśni braci Grimm. Przez to moja psychika skazana jest na walkę z okrutną rzeczywistością. To jest chyba tak, że z wiekiem ludzie bardziej się pożądają, albo szukają ciepła, niż się zakochują.
Z racji iż moje myśli uciekają mi stosunkowo szybko zapisuję je tutaj, albo ewentualnie w telefonie.
Re:
Kiedy byłam małą dziewczynką wydawało mi się, że ludzie zakochują się w sobie dozgonnie i bezgranicznie. Poza tym w tym wszystkim jest więcej szczęścia niż goryczy i tych innych negatywnych emocji. Po latach stwierdzam, że w dzieciństwie moja siostra za dużo czytała mi baśni braci Grimm. Przez to moja psychika skazana jest na walkę z okrutną rzeczywistością. To jest chyba tak, że z wiekiem ludzie bardziej się pożądają, albo szukają ciepła, niż się zakochują.
czwartek, 21 lipca 2011
Dzisiaj od rana mam taki natłok myśli, że nie wiem co mam z nimi zrobić. Nawet zupełnie nie wiem skąd się wzięły, bo nic wielkiego się nie wydarzyło. Ale są. Chyba po prostu czasem tak jest, że człowiek budzi się z pełną głową z której stopniowo co jakiś czas ulatują myśli.
Mam koncepcję. Potrzebuję kobietki z ładną pupcią. Pupcią w stringach. No i trochę przestrzeni czystej, wolnej. Tak zwanego tła całej tej konstrukcji. W każdym razie będzie bosko!
Chyba piszę tą notkę już z 2 godziny, bo co chwile zajmuje się czymś innym. Pewnie też dodam dzisiaj wiele jej reeditów z tej racji. Mam nową koncepcję życia. Tak zwany mini plan. Ale na początek czas na kawę. Przy dość nietypowej muzyce, ale uwielbiam ten teledysk:
Mam koncepcję. Potrzebuję kobietki z ładną pupcią. Pupcią w stringach. No i trochę przestrzeni czystej, wolnej. Tak zwanego tła całej tej konstrukcji. W każdym razie będzie bosko!
Chyba piszę tą notkę już z 2 godziny, bo co chwile zajmuje się czymś innym. Pewnie też dodam dzisiaj wiele jej reeditów z tej racji. Mam nową koncepcję życia. Tak zwany mini plan. Ale na początek czas na kawę. Przy dość nietypowej muzyce, ale uwielbiam ten teledysk:
poniedziałek, 18 lipca 2011
Zdecydowanie nie jest to wieczór na wielkie wywody. Oszacowałam dziś trochę strat i zysków z ostatnich tygodni. Nadal nie jest źle. Szkoda tylko, że nagle pojawia się światełko w tunelu, a potem długo, długo nic.
Muzycznie nadal napastuję Lykke Li. Timotej zupełnie przestało mi się kojarzyć z marką kosmetyków do pielęgnacji włosów. Zastanawiam się jednak, co oznacza jej pseudonim artystyczny. Nie wpadłam jak na razie na żadną informację na ten temat. Uroczy głos, szalenie ciekawa konstrukcja tekstów, inspirujące (mnie!) teledyski sprawiają, że jest już na 36 miejscu w mojej bibliotece na last.fm. Nie ma ona zbyt długiego stażu muzycznego w moim foobar'ku ze względu na to, że przedtem było setki innych rzeczy, które zawsze mnie od niej odpychały w jakiś sposób.
Dziś mam w planie się wyspać. Jestem na dobrej drodze do tego, ponieważ mamy 22.40 i obecnie leżę już w łóżku. We znaki dają mi się natomiast moje poparzenia, których nabawiłam się dnia wczorajszego, ale jako dzielna dziewczyna zagryzę po prostu ząbki i przekręcę się na drugi boczek. I na koniec kawałek, który od kilkunastu minut rozbrzmiewa w moich głośnikach:
I’m too proud for love,
but eyes shut. It’s you I’m thinking of.
but eyes shut. It’s you I’m thinking of.
czwartek, 14 lipca 2011
Mam tyle otwartych kart w mojej przeglądarce, że zastanawiam się jak ja sama się w nich odnajduję. Zastanawiam się też, co właściwie zamierzam odnaleźć, czego szukam. Bardzo materialistyczne są moje nowe pomysły, w związku z czym nie wiem, czy uda mi się je zrealizować. Nie wiem czy opłaca mi się w niektórych przypadkach ryzykować. Stawki są dość wysokie. Mam niewielki problem z koncentracją, z racji iż mój dom okupuje stale masa ludzi, a pokoje mam tylko dwa. Nie ułatwia mi też sprawy żar lejący się z nieba i pierwszy dzień okresu.
Mam kilka nowych minipomysłów na zdjęcia. Czekam tylko na powrót i rozmowę z odpowiednią osobą i mam nadzieję, że znowu będę mogła troszkę poćwiczyć.. Nie chcę więcej odpoczywać. Chcę mieć dużo zajęć, brak wolnego czasu. To mnie w życiu napędza.
A na koniec kilka zdjęć. Kot, Pies i chyba nawet na jednym Wiola:
Subskrybuj:
Posty (Atom)