poniedziałek, 26 grudnia 2011








I tym świątecznym, zimowym czy jakim tam jeszcze akcentem chciałam oświadczyć, że ostatni dzień świąt WRESZCIE dobiega końca! Jak co roku cieszyłam się na te moje ulubione święta, tak w tym roku nie mogę już ich znieść. Większość wolnego czasu poświęciłam na "kradzież" muzyki znajomych z last.fm, youtube'a, facebook'a, wszelakich blogów, tumblr'ów i innych źródeł. Mam tego całkiem sporo tak więc najbliższe dni spędzę na przesłuchaniach. Poza tym, po długim okresie bez aparatu,  chciałam wczoraj nacieszyć się nim, aż do rozładowania baterii, jednak życie mnie zaskoczyło i aparat już był rozładowany! A ja oczywiście nie zabrałam ze sobą ładowarki, no bo po co komu ładowarka, prawda? 
A na koniec piosenka, której mogę słuchać cały czas i nie rzygam nią nadal:


piątek, 18 listopada 2011

Po 3 tygodniach znowu powróciłam do domu, czyli miejsca skąd najczęściej piszę tutaj posty. Ostatnimi czasy stałam się fanką youtube'a. Po założeniu tam konta, codziennie wchodzę tam chociaż na chwilę, żeby "zassać" trochę nowej muzyki, dodać do ulubionych starą w celu odtwarzania sobie od czasu do czasu tego, czego słuchałam dawniej. Przeskakuję po muzyce jak nutki po pięciolinii w wariacjach Chopina. Kosztuję każdego gatunku. Zachłystuję się, wypluwam, połykam, zwracam strawione.

poniedziałek, 31 października 2011

Halloween - for and against essay.

W tym roku bardzo często spotykałam się z sądami na temat obchodzenia Halloween albo jego wypędzenia wodą święconą z naszego jakże chrześcijańskiego kraju. Ostatni sondaż jaki widziałam wykazywał, że społeczeństwo polskie jest w 50% za Halloween, a 50% przeciw. W zasadzie nie bardzo widzę sens w ogóle roztrząsania tego tematu. Jeśli chcesz to obchodź. Jeśli nie? NIE. Koniec, kropka.
Serducha do przebijania igiełką 

Potwory Wioli z wytłaczanki ;d

Wiola jako potwór. Co prawda nie z wytłaczanki, ale jest strasznaaa!

Chłopaki w maskach KARNAWAŁOWYCH..

Wyborna margaryna, moje włosy i lodówka w tle. Jednym słowem gastro faza nocna ;d

 Warszawski deszcz z Radomia w postaci Pawła - dj'a wieczoru.
 Takie tam, żeby nie było, że zabrakło nam kobiet, o nieee było nas więcej!
Mateusz/Pezet z Wiolą i Gosikiem w tle.



Ja jako wzorowy student wraz z moimi współlokatorami postanowiliśmy uczynić z tego święto, bo każda okazja jest dobra, żeby spotkać się w gronie znajomych lub mówiąc bardziej kolokwialnie napić się ;) Zdjęcia chciałam robić przez całą noc, ale tak na dobrą sprawę zrobiłam 2 może 3. W każdym razie znalazł się inny amator, o wiele bardziej chętny do zabawy aparatem i dlatego wrzucę jakiś zalążek.

czwartek, 20 października 2011

Wreszcie mam wolny wieczór, który mogę spędzić w łóżku. W głośnikach Angus & Julia Stone, w dłoni piwo, choć powinna być lampka wina, albo po prostu herbata. No nic. Testowałam dziś nowe połączenie muzyczne, a mianowicie SuperHeavy. Jest to projekt Micka Jaggera, Joss Stone i Damiana Marleya. Wydawałoby się, że jest to cudowne i za razem absurdalne połączenie. Wysłuchałam singla:

Bardzo miło mi się słuchało raz, drugi, trzeci. Ściągam album i co? Totalne rozczarowanie. Bardzo przeciętny album jak dla mnie. spodziewałam się, że będę włączała go ciągle, wrzucę nawet na telefon i będę molestować w drodze na uczelnie, do domu, gdziekolwiek. Jednak na jednym przesłuchaniu zakończyłam moją przygodę z tym projektem. Może i się jakoś zgrali ze sobą owi muzycy, ale jak dla mnie brzmią jak przaśny pop...


Poza tym czekam od nowa na słoneczne dni, które całkowicie przegapiłam z jakiś błahych powodów. Potrzeba spaceru jest we mnie obecnie bardzo silnie zakorzeniona! Przed zimą jest jeszcze kilka miejsc, które koniecznie muszę odwiedzić, pożegnać się.




niedziela, 9 października 2011

Oczywiście skłamałam po raz kolejny co do mojej regularności dodawania tutaj postów. Pewnie zrobię to jeszcze nie raz, nie milion. W związku z tym moje postanowienia o jakiejkolwiek regularności zostały podarte i wyrzucone w czasoprzestrzeń. Dziś niedziela, 9 października i jak przystało na porządnego obywatela jak i człowieka, który stara się nie patrzeć w przeszłość, a w przyszłość - idę za moment na wybory. Nie udało mi się niestety wyciągnąć na nie rodziców, więc nie do końca jestem spełniona. Mama wykręca się artystycznym nieładem na głowie, a ojciec? Ojca zostawmy w spokoju. Niech dogorywa na kanapie. 

Pogoda nam się totalnie wykończyła i nie zrobiłam w tym czasie nawet jednego konstruktywnego zdjęcia. Powinnam się skrócić o głowę za to. Teraz, kiedy mam już czas, to mogę pstrykać w takim raczej melancholijnym klimacie, na który nie mam chyba ochoty. Chociaż znalazłam jedno miejsce, które warto wykorzystać. Może za 2 tygodnie jak znowu wrócę do domu...

poniedziałek, 3 października 2011

Po wielu tygodniach walki z egzaminem z historii administracji, powracam! Oczywiście jako studentka II-go roku. Tym razem postaram się nie odwlekać wszystkiego na ostatnią chwilę (chociaż aktualnie właśnie to robię, bo siedzę w pidżamce z kawą a za 40 minut powinnam wyjść z domu). W takim razie więcej napiszę dziś wieczorem, albo już jutro. W zależności od tego jak rozłoży się mój dzień.

sobota, 24 września 2011

Historia odzieży używanej w Polsce.

Dawno nic nie pisałam, ale przyszedł ten dzień, kiedy mam jakąś wenę, albo lepiej - potrzebę popisania. Będzie o odzieży używanej, z racji iż ten temat jest ostatnio często na moich ustach. Jak przystało na stereotypową kobietę kocham zakupy. Inną sprawą jest już to, że kocham zakupy w tzw. secound hand'ach, ciucholandach, ciuchciach, szmateksach czy jak jeszcze to się tam zwykło nazywać. Wybieram takie sklepy nie tylko ze względu na to, że nie zawsze stać mnie na wypasiony shopping w galerii, ale chodzi o samą atrakcję z szukania, znajdywania i nutki tajemnicy. Brzmi to jak wariactwo, ale prawdą jest to, że nigdy nie wiem jak wiele rzeczy uda mi się - mówiąc kolokwialnie - wygrzebać i co to dokładnie będzie. To trochę tak jak randka w ciemno, takie "i chciałabym i boję się". Dobrze. Koniec z moimi Homeryckimi porównaniami. Przejdźmy do sedna.
Otóż, odzież używana pojawiła się w Polsce na początku lat 90-tych. Przywiało ją ze Stanów Zjednoczonych. Od razu została zaakceptowana przez nasze społeczeństwo ze względu na niskie ceny, wysoką jakość materiałów i popularność w kupowaniu jej przez gwiazdy z za "wielkiej wody". Obecnie nie jest to już nawet obciachem, a raczej sposobem na ukazanie swojej indywidualności i oryginalności.

A teraz coś, co interesuje wiele osób, które siedzą w tym temacie. Skąd biorą się te wszystkie ubrania (i nie tylko) w tych sklepach? Odpowiedź jest prosta. Zostają one skupowane przez hurtownie ze sklepów, które wyprzedają swoje kolekcje, zabierane z tzw. wystawek (popularnych w Niemczech), oddawane przez ludzi dla biednych (!), albo po prostu od ludzi, którzy chcą się pozbyć swojej zbędnej już garderoby.

Na pewno szalę przechylił fakt, że odzież z centrów handlowych jest w każdym sklepie praktycznie identyczna, przez co jest dla nas mniej atrakcyjna. Bo po co kupować coś, co powtarza się na każdej podstawowej stylizacji sklepowych wystaw? Teraz liczy się pomysł, dobre chęci i szczęście :)

sobota, 17 września 2011

I teraz to ja jestem tą małą jednostką w tym wielkim świecie, która rozsiadła się na dużej, zielonej kanapie i tętni radością. Cieszy mnie nawet scena, kiedy to Daniel i Ola z "Na wspólnej" się rozstają i ona płacze. Jestem totalnie chora, i obłąkana w tym uczuciu. Chcę trwać i trwać w tym co najlepsze, albo zbliżyć się jeszcze bardziej do substytutu tej słodkiej, dziecinnej niewinności. Weekendzie kończ się! Czas przecież na egzamin :)

sobota, 3 września 2011

Alkohol a agresja


"Osoby z wadą wzroku -3 dioptrii widzą wszystko tak jak tło na zdjęciu przy przysłonie 5.6" 

To taki mini news dnia, który mnie zaskoczył dosyć, bo  nigdy nie łączyłam za bardzo wady wzroku z przesłonami aparatowymi. Fakt, że mam - 1,5 dioptrii i noszę okulary powinien właściwie na takie rzeczy oddziaływać jakby nie patrzeć. Ale wcale nie o tym chciałam napisać.

Dzisiaj będzie trochę o alkoholu i emocjach, a głównie o agresji po różnorakich trunkach. Tematyka jest spowodowana moją ciekawością i chęcią przyjrzenia się pewnemu problemowi nieco bliżej...

Przestudiowałam w tym celu trochę prasy, poszukałam w internecie i już wszystko wiem. Każdy z nas zachowuje się inaczej po alkoholu, to wiemy z doświadczenia. Najbardziej agresywni są wtedy ci, którzy na co dzień tłumią w sobie gniew. 

Badania wykonane przez Instytut Psychologii Zdrowia podają jako jedną z teorii, że:

"Alkohol może pobudzać agresję lub przemoc przez zakłócenie normalnej pracy mózgu. Na przykład zgodnie z hipotezą dotyczącą rozhamowania alkohol osłabia działanie mózgu, który normalnie powstrzymuje zachowania impulsywne, włączając w to nieuzasadnioną agresję. Zaburzając przebieg procesów przetwarzania informacji, alkohol może także prowadzić do niewłaściwej oceny sygnałów społecznych, a przez to do nadmiernej reakcji na spostrzegane zagrożenie. Równolegle zawężenie procesów uwagi może prowadzić do niewłaściwej oceny przyszłego ryzyka działań podjętych pod wpływem chwilowego impulsu agresywnego".




I właśnie na taką odpowiedź ze strony naukowców liczyłam. Podsumowując, picie z umiarem ma w niektórych przypadkach wielkie znaczenie. Polecam zastosowanie się do tego zdania. Miłego popołudnia!

piątek, 2 września 2011

I doczekaliśmy się nowego singla Florence and The Machine pod tytułem "What the water gave me". Jest znakomity jak wszystkie inne kawałki z poprzednich płyt. Niesamowicie inspirująca muzyka i teksty często towarzyszą mi podczas długich spacerów z aparatem, więc nowa płyta, która ma ukazać się w listopadzie jest dla mnie jak studnia z wodą na pustyni. 12 nowych brzmień na pewno sprawi, że wreszcie wykorzystam swój sprzęt do niecnych czynów!



W sieci doczytałam, że tytuł singla wziął się od obrazu meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. Swoją drogą wcale się nie dziwię, bo jest naprawdę godny uwagi. Tyle się na nim dzieje.. Z pewnością jest to malarka realizmu i symbolizmu. To widzi się na każdym z jej dzieł. Z ciekawości przyjrzałam się jej pracą i jeśli ktoś lubi malarstwo, to gorąco polecam. Niekiedy obrazy są trochę zbyt dobitne i przedstawiają kobietę w roli uciemiężonej, ale to daje tylko powody do przemyśleń.


Kolejną inspiracją dla Florence była też śmierć pisarki Virginii Woolf, która popełniła w dość niekonwencjonalny sposób samobójstwo. Mianowicie wrzuciła do swoich kieszeni mnóstwo kamyków, a następnie rzuciła się do rzeki. Cierpiała na silną nerwicę, a w połączeniu z faktem, iż była artystką dawało jasność, że jej śmierć będzie 'wyjątkowa'. O ile można to tak ująć. Polecam jej książkę "Pani Dalloway". 



 A ja osobiście liczę najbardziej na to, że te wszystkie inspiracje doprowadzą mnie do takich zdjęć jak to:

Moje ulubione :)

czwartek, 1 września 2011

Umiem praktycznie pierwsze 100 stron z historii administracji co upoważnia mnie do odpuszczenia sobie dziś trochę nauki, tym bardziej, że pojawiły się nowe osoby na horyzoncie mojego osiedla, z którymi mam ochotę się zobaczyć. Narzuciłam się, a owszem. Chyba czasem tak trzeba. Trochę wepchać się, przyspieszyć coś. Ostatnie kilka minut przed wyjściem poświęcam na naukę, a więc Dobranoc.





środa, 31 sierpnia 2011

Zmieniane przeze mnie co 5 minut zdanie w dzisiejszym dniu doprowadza mnie powoli do szału. Jest już prawie 1 września, a ja nadal zastanawiam się nad prostymi sprawami, z którymi na dobrą sprawę wcale nie powinnam mieć problemu. Sama robię sobie pod górkę i sama burzę całą zbudowaną konstrukcję. Czyżby mój charakter znów uległ zmianie? W każdym razie odkryłam bardzo ważną rzecz - charakter mój jest zbyt giętki. Dlatego teraz czas na pracę nad pewnymi zasadami życiowymi. Może wreszcie coś się wyklaruje z tego dziwnego tworu.

Muzyka na noc(?) - bardzo tematyczna:


Wygranie 4 paczek paprykowych Lays'ów jednego dnia i to przy sporej depresji jest jak zbawienie. Wolałabym niby, żeby moim zbawicielem okazała się jakaś bardziej uczłowieczona istota, ale jak to się mówi 'z braku laku' mogą być i chipsy. Może nie są to lody czekoladowe z popcornem, ale puste kalorie dają radość chociaż na kilkanaście minut. Obym tylko nie popadła w głębszą depresję, bo to składałoby się na otyłość, Lays'owy hazard i brak argumentów, którymi mogłabym szantażować moją siostrę, żeby wymieniała mi kolejne paczki, podczas gdy ja leżę pod kołdrą. A teraz idę dalej cieszyć się swoim 'szczęściem'.


P.S. Obiecałam zdjęcia? Oto one:
















Znów korzystam z przerwy na kawę i znów będę tutaj skrobać. Z racji iż nauka idzie mi dość marnie obawiam się, że będę musiała spędzić cały wrzesień na douczaniu się pewnej partii materiału. No chyba, że będę miała na tyle szczęścia, że trafię akurat na takie pytania, na które będę znała odpowiedź. Postanowiłam nauczyć się do niedzieli 130 stron i 120 pozostawić sobie na pozostałe 3 dni przed egzaminem. W każdym razie dziś mam ambicje! Tak więc wracam do kartek i karteluszek. Wieczorem postaram się natomiast wrzucić jakąś kontynuację starych zdjęć.

Miłego popołudnia :)

wtorek, 30 sierpnia 2011

Korzystając z okazji, że udało mi się dopaść do komputera na kilka minut, to napiszę: ŚCIĄGAJCIE NAJNOWSZY ALBUM RED KOTÓW.


Gorąco polecam ja - prosty człowiek z ludu. Co prawda nie przesłuchałam jeszcze do końca nawet raz tego albumu, ale podoba mi się już w pierwszych brzmieniach, a to już sukces.

KOTKI

 Na początku pierwszego kawałka "Monarchy of Roses" miałam wrażenie, że to będzie taki album w stylu Hendrixa, ale potem pojawił się jakiś element muzyki dyskotekowej czy też popu (?) sama nie wiem. W każdym razie są elementy zbliżone do starych numerów (szczególnie ballady), jest trochę takiego indie rocka, który prezentuje grupa Kings of Leon, jest trochę dźwięków typowych dla PJ Harvey.
OKŁADECZKA


Może to wszystko sprawa nowego członka grupy Josha Klinghoffera, a może to jakiś przełom dla grupy. W każdym razie album jest bardzo dojrzały. Genialny!

TRACK LISTA



O sobie dzisiaj nic. Może innym razem. Dobranoc!

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Korzystając z tego, że kawa stygnie mam kilka chwil na posiedzenie sobie przed komputerem i popisaniem. Aktualnie szukam inspiracji na nowe zdjęcia. Najlepiej takie w stylu 'domowym'. Jest to mój ulubiony styl, który nie został bliżej zdefiniowany przez świat fotografii, niestety. Przeglądam stare foldery, kiedy to jeszcze byłam skazana na zwykłą cyfrówkę Olympus. Dokładnego modelu nie jestem w stanie podać, ale nie o tym chciałam pisać. Jakoś z dużą łatwością pykało mi się wtedy wszelkiego rodzaju focie. Miałam ciekawe pomysły. Teraz jakaś jestem wyczerpana pod tym względem. Może dlatego, że światopogląd 20 latka się zmienia i znika gdzieś to 'bajkowe' myślenie nastolatki. W każdym razie w najbliższych dniach, z racji na brak możliwości wykonywania nowych zdjęć wrzucę te moje ulubione, stare. Trochę dla ciągłości wrzucania tutaj zdjęć, trochę bardziej z sentymentu .. ;)

Na początek remont z przed jakichś 4-5 lat:







niedziela, 28 sierpnia 2011

Takie tam z remontu




No to właśnie były takie tam z remontu focie, które pojawiły się tutaj z dużym opóźnieniem z racji na mój brak czasu. Są to zdjęcia wykonane w czasie około 4 minut z racji iż na tylko tyle mogłam pozostać sam na sam z aparatem i porwaną już częściowo ścianą w moim pokoju.

Przechadzając się dziś ulicami mojego miasta odniosłam wrażenie, że ludzie nawet już w tych małych miejscowościach zaczynają odczuwać samotność. Zawsze twierdziłam, że mieszkańcy takich wielkich aglomeracji jak na przykład Warszawa są bardzo kulturalni, mili i otwarci na innych, ale do czasu. Kiedyś jadąc Krakowskim tramwajem i obserwując jak zwykle ludzi w okół mnie, zdałam sobie sprawę, że ich uprzejmość i gadatliwość z obcymi wcale nie jest podyktowana wysoką kulturą osobistą, a zwyczajną samotnością w wielkim, betonowym mieście. Kiedy spędzamy zbyt wiele czasu sam na sam, to nawet głupi rowerzysta uśmiechający się do ciebie, kiedy przepuszczasz go na chodniku, jest dla ciebie jak bryłka endorfin przerywająca na te kilka chwil twoją samotność.