niedziela, 29 maja 2011
Kasiu moja kochana. Jestem teraz w swoim niebieskim kieleckim łóżku i umieram. Umieram, bo wyjeżdżasz i mimo, że wrócisz za jakiś czas, to i tak nie jestem w stanie tego znieść. Tęsknię. Już tęsknię. Nie możesz mnie tak zostawić. Nie ratuje mnie fakt, że Niemcy są sąsiadem Polski. Ty miałaś być moim sąsiadem i miałaś być obok, albo chociaż blisko, a za chwile wcale cię nie będzie. Tak, będę się dziś mazać.
piątek, 27 maja 2011
No i focie z dzisiejszego już weekendowego wypadu z Wiolą:
Trochę dużo jak na pierwszy raz. Wybrałam moje ulubione. Dziękuję za cierpliwość pozującej. Uszczęśliwiłaś mnie dziś jak małego dzieciaczka. Może już się nie uśmiecham, bo jestem bardzo zmęczona, ale nadal mocno tkwi we mnie uśmiech. Zostały mi aktualnie do załączenia jeszcze 4 zdjęcia, więc mogę jeszcze napisać, że zrobiłam też mini reportaż z meczu towarzyskiego na Orliku. Z racji iż grali moi znajomi mogłam trochę popykać. Bardzo ciężko mi to szło i nie wiem niestety, czy choć jedno zdjęcie zostało wykonane satysfakcjonująco. Sprawdzę to jutro. Jutro też czeka mnie 3-godzinny nordic walking z racji iż nie chodziło się na wychowanie fizyczne… Jak mi urosną muły od tych kijów to pozabijam! Tymczasem ruszam spełniać się w kuchni, bo jestem głodna. Tak wiem, jest prawie 23 i się nie je o tej godzinie. Może w przyszłym tygodniu nad tym popracuje (;
RE:
Po dość obfitym kurczaku z brzoskwiniami z puszki powróciłam. Zaczynam być powoli śpiąca, ale jeszcze nadal nie na tyle, żeby zasnąć spokojnie. Tak sobie myślę, że ,,ludzie nie traktują mnie poważnie''. Właściwie to ma czasem nawet sens. Przecież ciągle żartuję, uciekam przed ważnymi rzeczami, albo po prostu przeczekuję. Tylko chyba nie warto też odwracać tego w drugą stronę. To znaczy właściwie jest to prośba. Proszę się ode mnie nie odwracać, proszę mnie nie zostawiać, bo ja jestem tylko małą Kasią, która często się gubi i nie umiem poprosić wprost o pomoc, ani powiedzieć czy też nawet pokazać, że coś jest nie tak, nigdy.
RE:
Po dość obfitym kurczaku z brzoskwiniami z puszki powróciłam. Zaczynam być powoli śpiąca, ale jeszcze nadal nie na tyle, żeby zasnąć spokojnie. Tak sobie myślę, że ,,ludzie nie traktują mnie poważnie''. Właściwie to ma czasem nawet sens. Przecież ciągle żartuję, uciekam przed ważnymi rzeczami, albo po prostu przeczekuję. Tylko chyba nie warto też odwracać tego w drugą stronę. To znaczy właściwie jest to prośba. Proszę się ode mnie nie odwracać, proszę mnie nie zostawiać, bo ja jestem tylko małą Kasią, która często się gubi i nie umiem poprosić wprost o pomoc, ani powiedzieć czy też nawet pokazać, że coś jest nie tak, nigdy.
czwartek, 26 maja 2011
Minęło kolejne okrutnie nudne popołudnie. Mamy godzinę 21.40. Do snu pozostało jeszcze minimum 3 godziny. Czasem lubię tracić czas, ale dziś to zdecydowanie nie mój konik. Mogłabym oczywiście pouczyć się do egzaminów, ale chyba nie miałam ochoty. Potrzebuję wstrząsu, wywrócenia tego wieczoru do góry księżycem, albo po prostu szybkiego zaśnięcia. Jutro chcę wstać i zobaczyć pogodę na zdjęcia. Umyć się, ubrać, zjeść śniadanie i iść szukać miejsca. Bez makijażu. Miejsca na pracę, na zajęcie, na radość, na spełnienie. Tylko nie na zawsze.
Dzisiejszy dzień przyniósł mi niespodziankę, o której nie opowiem niestety, bo jest to sprawa poważna. Rogal, tak wiem, śmiejesz się teraz pewnie z tego. Niestety obawiam się przecieków, tak więc tą historię zatrzymam dla siebie, ciebie i paru jeszcze osób. W każdym razie strzeżcie się, bo nie wiecie KTO i GDZIE na was czyha! xD
Teraz tak sobie myślę, że w sumie czegoś mi brakuje w dzisiejszym dniu. Poważna sprawa, bo chyba dzieje się źle w mojej głowie, z moją głową. Co gorsza nie tylko! Padło mi na wzrok i parę innych organów. Dobrze, że przynajmniej mogę jeść, bo co ja bym bez tego zrobiła. Rozbawiona w tej całej ironii postanawiam wyruszyć jednak do kuchni. Kisielku?
Dzisiejszy dzień przyniósł mi niespodziankę, o której nie opowiem niestety, bo jest to sprawa poważna. Rogal, tak wiem, śmiejesz się teraz pewnie z tego. Niestety obawiam się przecieków, tak więc tą historię zatrzymam dla siebie, ciebie i paru jeszcze osób. W każdym razie strzeżcie się, bo nie wiecie KTO i GDZIE na was czyha! xD
Teraz tak sobie myślę, że w sumie czegoś mi brakuje w dzisiejszym dniu. Poważna sprawa, bo chyba dzieje się źle w mojej głowie, z moją głową. Co gorsza nie tylko! Padło mi na wzrok i parę innych organów. Dobrze, że przynajmniej mogę jeść, bo co ja bym bez tego zrobiła. Rozbawiona w tej całej ironii postanawiam wyruszyć jednak do kuchni. Kisielku?
środa, 25 maja 2011
Odbudowywanie relacji.
Wpisałam tytuł posta, jako główny wątek moich dzisiejszych rozmyślań. Jako że odbudowuję właśnie moje relacje z pewną bardzo ważną dla mnie niegdyś osobą, to mogę spokojnie stwierdzić kilka faktów o których może i miałam wcześniej pojęcie, ale nie koniecznie były one dla mnie znaczące.
Po pierwsze nie znikamy sobie z oczu! Najgorsze co można zrobić, to zwiać. To zawsze niesie za sobą konsekwencje (tak wiem, wszystko niesie za sobą konsekwencje), ale to w szczególny sposób. Nie koniecznie od razu. Z początku wręcz może wydawać nam się, że to świetny ruch, że komuś tym ulżyliśmy, że "tak będzie lepiej". Czas zmienia nas, a w głowie pozostaje owa ucieczka. Mózg podpowiada, że trzeba wrócić i ...
Po drugie powroty to też nie taka prosta sprawa. Trzeba wiedzieć ( a częściej domyślić się) czy ta druga osoba ma w ogóle ochotę na ponowne wtargnięcie z buciorami w swoje życie jakiejś niecnej istotki z przeszłości. Ja nie wiedziałam. Domyśliłam się jedynie, że będzie to zaskoczenie, a nawet jak potem się okazało - szok. Niestety nie tak pozytywny jakbym sobie tego życzyła, ale pozostałam na fali.
Poza tym odbudowywanie relacji to koszmarna bomba uczuciowa. Stale zastanawiasz się nad tym, co autor miał na myśli. Już nie możesz sobie pozwolić na uszczypliwe docinki, głupie żarciki, czy potok szczerości (na to ostatnie akurat sobie pozwoliłam, sama nie wiem czemu). Jednak ryzyko czasem się opłaca. Można na przykład wzbudzić w drugiej osobie ... Właściwie to nie wiem co można. W każdym razie można wiele! Do tego też będziemy, a bynajmniej ja będę dążyła. Uczę się na nowo odbierania pewnych rzeczy. Wiele jest nowych znaków, impulsów, gestów. To jest w pewnym sensie miłe, bo lubię poznawać ludzi, tylko nie jestem pewna tego, czy lubię ich poznawać na nowo.
Teraz chwila z trochę innej beczki. Egzamin zaliczony na 3,5. Mogę odetchnąć na kilka dni i wziąć się do ponownej, albo po prostu wziąć się do nauki, bo od 13 czerwca mam egzamin CODZIENNIE! W weekend mam mieć swoją pierwszą zdjęciową próbę w plenerze, a po sprawdzeniu pogody na Onecie jestem zaniepokojona tą sytuacją. Chmury + słońce a jednego dnia nawet burza ... Trzymam jednak kciukaski za trafienie na przewagę słońca!
Po pierwsze nie znikamy sobie z oczu! Najgorsze co można zrobić, to zwiać. To zawsze niesie za sobą konsekwencje (tak wiem, wszystko niesie za sobą konsekwencje), ale to w szczególny sposób. Nie koniecznie od razu. Z początku wręcz może wydawać nam się, że to świetny ruch, że komuś tym ulżyliśmy, że "tak będzie lepiej". Czas zmienia nas, a w głowie pozostaje owa ucieczka. Mózg podpowiada, że trzeba wrócić i ...
Po drugie powroty to też nie taka prosta sprawa. Trzeba wiedzieć ( a częściej domyślić się) czy ta druga osoba ma w ogóle ochotę na ponowne wtargnięcie z buciorami w swoje życie jakiejś niecnej istotki z przeszłości. Ja nie wiedziałam. Domyśliłam się jedynie, że będzie to zaskoczenie, a nawet jak potem się okazało - szok. Niestety nie tak pozytywny jakbym sobie tego życzyła, ale pozostałam na fali.
Poza tym odbudowywanie relacji to koszmarna bomba uczuciowa. Stale zastanawiasz się nad tym, co autor miał na myśli. Już nie możesz sobie pozwolić na uszczypliwe docinki, głupie żarciki, czy potok szczerości (na to ostatnie akurat sobie pozwoliłam, sama nie wiem czemu). Jednak ryzyko czasem się opłaca. Można na przykład wzbudzić w drugiej osobie ... Właściwie to nie wiem co można. W każdym razie można wiele! Do tego też będziemy, a bynajmniej ja będę dążyła. Uczę się na nowo odbierania pewnych rzeczy. Wiele jest nowych znaków, impulsów, gestów. To jest w pewnym sensie miłe, bo lubię poznawać ludzi, tylko nie jestem pewna tego, czy lubię ich poznawać na nowo.
Teraz chwila z trochę innej beczki. Egzamin zaliczony na 3,5. Mogę odetchnąć na kilka dni i wziąć się do ponownej, albo po prostu wziąć się do nauki, bo od 13 czerwca mam egzamin CODZIENNIE! W weekend mam mieć swoją pierwszą zdjęciową próbę w plenerze, a po sprawdzeniu pogody na Onecie jestem zaniepokojona tą sytuacją. Chmury + słońce a jednego dnia nawet burza ... Trzymam jednak kciukaski za trafienie na przewagę słońca!
poniedziałek, 23 maja 2011
Korzystając z faktu, że nie chce mi się uczyć ostatecznie na ten jutrzejszy egzamin postanowiłam pobawić się chwile zdjęciami z weekendu u babci i dodać je tutaj. W przyszłe wolne dni czeka mnie dużo pracy związanej ze zdjęciami, ponieważ mam niecne plany do przeprowadzenia pierwszej tzw. sesji (nie lubię tego słowa w każdym jego znaczeniu). Teraz ściągnęłam drugą płytę Raised by Swans i raczę się nią w łóżku.
Mój okulista może mnie przyjąć dopiero 16 czerwca. Ironia losu - akurat chyba mam egzamin tego dnia. Na domiar złego wizytę mogę mieć między 12-15 a ja mam zajęcia o 13.15. Chyba będę musiała jeszcze długo się wstrzymać z moimi nowymi okularami. Dzisiejszy dzień, który miałam poświęcić na naukę, poświęciłam na słońce i myślenie o tym, że nie mogę być tam, gdzie chciałabym.. Pierwszy raz w życiu tak mocno chciałam zostać w domu o jeden dzień dłużej. Tylko ten jeden, żeby zobaczyć, usłyszeć, pobyć.
Bardzo dobrze mi się pisało, ale mój lokalny kościół totalnie zwariował i gra ciągle "Z dawna polski tyś królową Maaryyyjooo"! No i zirytowałam się i nie napiszę już nic mądrego, ani w ogóle nic nie napiszę. FOCH!
Mój okulista może mnie przyjąć dopiero 16 czerwca. Ironia losu - akurat chyba mam egzamin tego dnia. Na domiar złego wizytę mogę mieć między 12-15 a ja mam zajęcia o 13.15. Chyba będę musiała jeszcze długo się wstrzymać z moimi nowymi okularami. Dzisiejszy dzień, który miałam poświęcić na naukę, poświęciłam na słońce i myślenie o tym, że nie mogę być tam, gdzie chciałabym.. Pierwszy raz w życiu tak mocno chciałam zostać w domu o jeden dzień dłużej. Tylko ten jeden, żeby zobaczyć, usłyszeć, pobyć.
Bardzo dobrze mi się pisało, ale mój lokalny kościół totalnie zwariował i gra ciągle "Z dawna polski tyś królową Maaryyyjooo"! No i zirytowałam się i nie napiszę już nic mądrego, ani w ogóle nic nie napiszę. FOCH!
sobota, 21 maja 2011
Wreszcie się doczekałam! Choć nadal mi mało, to odwiedziłam tą cholerną wioskę. Od dziś już jestem pewna, że największe zagrożenie pod względem kardiologicznym stanowi dla mnie natura. Czuję wszystkie pozytywne emocje na raz. Chce mi się płakać na samą myśl o odjeździe. Zupełnie jak małe dziecko. Minusem jest jedynie fakt, że pękły mi moje oprawki od okularów.. Jutro czeka mnie więc wizyta w salonie Vision Express. Wcale nie jest mi to na rękę, ponieważ miałam się uczyć!
Zdjęcia z dnia dzisiejszego pojawią się zapewne jutro, o ile jakiekolwiek udało mi się wykonać zadowalająco. Mama stale żyje przeświadczeniem, że pstrykam focie starym analogiem również Canonem. Szkoda tylko, że nie zauważyła, że tamten jest szary, a ten jest czarny. Kiedyś też opiszę historię jak stałam się posiadaczem obu modeli.
Mam do nauki 11 stron samych traktatów unijnych nie mówiąc już o 11 stronach z wykładów i reszcie. A na domiar złego wszystko napisane jest czcionką: 11! Dziś udało mi się to wydrukować, tak więc jutro w drodze powrotnej na tzw. studia będę się uczyć, a nie jak zwykle słuchać muzyki i myśleć o bzdurach..
Dzisiaj znalazłam pudełko z ważnymi rzeczami. Jest tomik poezji, serduszko wydziergane z papieru, listy, bilety, ulotki. Zabieram je ze sobą. Poświęcę im jeden dzień w domu czy w parku przy dobrej muzyce, kawie lub winie. Mam nadzieję, że sesja i moi współlokatorzy też mi na to pozwolą (!).
Nie udało mi się dziś odwiedzić Wioli, ale z pewnością to nadrobię niebawem. Na pewno nie w przyszły weekend, bo mam przed sobą 3-godzinny nordic walking i stertę książek, ale liczę, że za 2 tygodnie będzie lepiej.
A teraz link z muzyką:
Raised by Swans - We were never young.
I chciałam napisać, że chyba nadal jestem za młoda. Tylko tym razem widzę już "te rzeczy", które zmieniły się w lata wspomnień, do których nie pozwalasz wracać, słusznie. Umiem też (choć bardzo niezdarnie) podźwignąć ciężar konsekwencji. A ptaki nadal śpiewają, słyszysz?
Zdjęcia z dnia dzisiejszego pojawią się zapewne jutro, o ile jakiekolwiek udało mi się wykonać zadowalająco. Mama stale żyje przeświadczeniem, że pstrykam focie starym analogiem również Canonem. Szkoda tylko, że nie zauważyła, że tamten jest szary, a ten jest czarny. Kiedyś też opiszę historię jak stałam się posiadaczem obu modeli.
Mam do nauki 11 stron samych traktatów unijnych nie mówiąc już o 11 stronach z wykładów i reszcie. A na domiar złego wszystko napisane jest czcionką: 11! Dziś udało mi się to wydrukować, tak więc jutro w drodze powrotnej na tzw. studia będę się uczyć, a nie jak zwykle słuchać muzyki i myśleć o bzdurach..
Dzisiaj znalazłam pudełko z ważnymi rzeczami. Jest tomik poezji, serduszko wydziergane z papieru, listy, bilety, ulotki. Zabieram je ze sobą. Poświęcę im jeden dzień w domu czy w parku przy dobrej muzyce, kawie lub winie. Mam nadzieję, że sesja i moi współlokatorzy też mi na to pozwolą (!).
Nie udało mi się dziś odwiedzić Wioli, ale z pewnością to nadrobię niebawem. Na pewno nie w przyszły weekend, bo mam przed sobą 3-godzinny nordic walking i stertę książek, ale liczę, że za 2 tygodnie będzie lepiej.
A teraz link z muzyką:
Raised by Swans - We were never young.
I chciałam napisać, że chyba nadal jestem za młoda. Tylko tym razem widzę już "te rzeczy", które zmieniły się w lata wspomnień, do których nie pozwalasz wracać, słusznie. Umiem też (choć bardzo niezdarnie) podźwignąć ciężar konsekwencji. A ptaki nadal śpiewają, słyszysz?
piątek, 20 maja 2011
Pierwsze zdjęcia
Wczoraj była mała obsuwa, bo nie napisałam nic, ale to nie świadczy o tym, że już dały się mi we znaki pierwsze objawy znudzenia. Po prostu nie miałam czasu. Dziś za to wracam i dodaję zdjęcia z dnia poprzedniego. Nic szczególnego nie udało mi się stworzyć, ale podkreślają doskonale klimat wczorajszego upalnego popołudnia. Dziś jestem już u rodziców, co wiąże się z nadmiarem wolnego czasu (choć nie zawsze). Chcę przeznaczyć noc na odespanie niektórych wydarzeń, a jutro - jeśli pogoda dopisze - wybieram się do babci! Pierwszy raz od prawie roku odwiedzę moją ukochaną idyllę. Mam nadzieję, że nic nie pokrzyżuje moich planów, bo rozczarowanie moje będzie jak morze - wielkie i nieskończenie słone. Wieczorem mam niecny plan odwiedzenia mojej przemiłej współlokatorki w jej nowym domu rodzinnym i sfocenie "małego" pieska Aferki, jeśli tylko mi na to pozwoli. A moim największym weekendowym planem jest przygotowanie się do egzaminu, ale chyba właśnie wypełniłam swój czas wolny i tego nie zrobię ..
Nie napiszę dziś nic mądrego, ani kreatywnego, ani w ogóle nic wnoszącego do życia, ponieważ chyba nie jestem w nastroju na te wszystkie słowa. Może jutro?
Dobranoc.
Nie napiszę dziś nic mądrego, ani kreatywnego, ani w ogóle nic wnoszącego do życia, ponieważ chyba nie jestem w nastroju na te wszystkie słowa. Może jutro?
Dobranoc.
środa, 18 maja 2011
Dziś jest środa - dzień depresyjny. Pogoda nie pozwala mi na założenie mojego niebieskiego, depresyjnego swetra, ponieważ jest ponad 20 stopni. Będę musiała zadowolić się krótkimi szortami o tym samym kolorze.
Przedpołudniowa kawa jest tym czego mi trzeba. Swoją drogą, zauważyłam, że poświęcam bardzo wiele czasu na jej przygotowanie i picie. Gdybym wypijała zaledwie jedną dziennie może nie rzucałoby mi się to tak w oczy.
Mam dziś ambitny plan - pouczę się. Mój egzamin z Instytucji i prawa Unii Europejskiej zbliża się wielkimi krokami i chyba dlatego dziś postanowiłam sobie chociaż spróbować mieć tą ambicje.
Ubiegły tydzień był pełen dziwnych zdarzeń. Z perspektywy czasu wydają mi się one już dosyć normalne, a moje zdziwienie tłumaczę sobie ograniczonym tokiem myślenia - rzecz jasna własnym. Pierwszy raz w życiu spotkałam tak samotną osobę. Piękną kobietę (zarówno fizycznie jak i psychicznie), która rozmowę z grupą osób zaczynała od pytania: 'Czy tylko ja tutaj jestem singlem?', szukała problemów w związkach osób trzecich, spędzała całe dnia sama, zamknięta w swoim pokoju nie odzywając się do nikogo. Może kiedy teraz o tym pisze, jest to dosyć zwyczajne, ale mając okazję obcować z nią przesiąkało się doszczętnie emanującą od niej samotnością. I słowo singiel zupełnie tutaj nie pasuje. Ma po prostu inną definicję.
Dwa dni później spotkałam parę kochających się ludzi. Wysoki, szczupły, przeciętnej urody mężczyzna i kobieta. Mocno otyła, brzydka, zaniedbana. Zdziwiłam się, no ale wszystko rozumiem. Czasem się zdarza taki paradoks. Po spędzeniu z nimi około 40 minut zmieniłam swoje położenie. Zmienili się też ludzie. Wchodzę, patrzę i co?! Znów taka sama para! Wtedy już moje oczy silnie się rozszerzyły. Przecież nic dwa razy się nie zdarza, a już na pewno nie z taką częstotliwością! O tak, tak myślałam. Teraz siedząc tutaj w swoim wygodnym łóżku myślę o tym i widzę jak bardzo jestem zakorzeniona w chorym myśleniu dziecka w wieku wczesnego dojrzewania. Widzę, że mimo całego zrozumienia - płynącego z mojego serca i umysłu - dla świata, to nadal jeszcze potykam się w najbanalniejszych sytuacjach.
Dlatego między innymi czasem 'wolę nie wiedzieć', wolę nie widzieć, wolę nie słyszeć.
Ale dzień zapowiada się całkiem miło. Muszę tylko odpocząć, znowu.
wtorek, 17 maja 2011
Nauka wrze w tym tygodniu.
Swój czas, który aktualnie każdy normalny człowiek poświęciłby na naukę do egzaminu w sesji letniej, ja poświęcam na założenie owego bloga. Pożegnałam się tym samym z wordpress'em i teraz będę znajdować się co jakiś -bliżej nie określony- czas tutaj. Jest przed 16, więc należałby wypić ostatnią kawę dzisiejszego dnia. Po tak owocnej pracy nad całą oprawą z pewnością należy mi się też mała Princessa orzechowa. A potem chociaż przeczytam te notatki. W końcu jak na pierwszy raz jestem tutaj zbyt długo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)