Dawno nic nie pisałam, ale przyszedł ten dzień, kiedy mam jakąś wenę, albo lepiej - potrzebę popisania. Będzie o odzieży używanej, z racji iż ten temat jest ostatnio często na moich ustach. Jak przystało na stereotypową kobietę kocham zakupy. Inną sprawą jest już to, że kocham zakupy w tzw. secound hand'ach, ciucholandach, ciuchciach, szmateksach czy jak jeszcze to się tam zwykło nazywać. Wybieram takie sklepy nie tylko ze względu na to, że nie zawsze stać mnie na wypasiony shopping w galerii, ale chodzi o samą atrakcję z szukania, znajdywania i nutki tajemnicy. Brzmi to jak wariactwo, ale prawdą jest to, że nigdy nie wiem jak wiele rzeczy uda mi się - mówiąc kolokwialnie - wygrzebać i co to dokładnie będzie. To trochę tak jak randka w ciemno, takie "i chciałabym i boję się". Dobrze. Koniec z moimi Homeryckimi porównaniami. Przejdźmy do sedna.
Otóż, odzież używana pojawiła się w Polsce na początku lat 90-tych. Przywiało ją ze Stanów Zjednoczonych. Od razu została zaakceptowana przez nasze społeczeństwo ze względu na niskie ceny, wysoką jakość materiałów i popularność w kupowaniu jej przez gwiazdy z za "wielkiej wody". Obecnie nie jest to już nawet obciachem, a raczej sposobem na ukazanie swojej indywidualności i oryginalności.
A teraz coś, co interesuje wiele osób, które siedzą w tym temacie. Skąd biorą się te wszystkie ubrania (i nie tylko) w tych sklepach? Odpowiedź jest prosta. Zostają one skupowane przez hurtownie ze sklepów, które wyprzedają swoje kolekcje, zabierane z tzw. wystawek (popularnych w Niemczech), oddawane przez ludzi dla biednych (!), albo po prostu od ludzi, którzy chcą się pozbyć swojej zbędnej już garderoby.
Na pewno szalę przechylił fakt, że odzież z centrów handlowych jest w każdym sklepie praktycznie identyczna, przez co jest dla nas mniej atrakcyjna. Bo po co kupować coś, co powtarza się na każdej podstawowej stylizacji sklepowych wystaw? Teraz liczy się pomysł, dobre chęci i szczęście :)
Z akapitem nt. pochodzenia się nie zgodzę. Swego czasu drążyłem ten temat. Jeden z serwisów poświęconych lumpeksom w specjalnej zakładce, na przykładzie Wielkiej Brytani wyjaśnia skąd biorą się ubrania w naszych krajowych ciucholandach. Istnieje kilka metod pozyskiwania ubrań. Najczęściej spotykaną formą zdobywania ciuchów jest tzw. door to door. Polega to na zbiórce odzieży bezpośrednio spod drzwi ofiarodawców, ewentualnie podczas zbiórek w szkołach. O akcji informuje się zainteresowanych na kilka dni przed planowaną zbiórką. Część zysku z akcji przekazywana jest na cele charytatywne. Tak działa British Heart Foundation, która sprzedając towar o wysokiej jakości, pozyskane środki przeznacza na walkę z chorobami serca.
OdpowiedzUsuńOdzież pozyskuje się również z kontenerów na używane ubrania. Na polskich osiedlach często możemy natknąć się na kremowe kontenery, niegdyś sygnowane znakiem PCK, należące jednak do firmy Wtórpol ze Skarżyska-Kamiennej. Większość z darczyńców przekonana była, że ubrania w całości powędrują do potrzebujących. Niestety takie rozumowanie okazało się błędne. W rzeczywistości PCK za użyczanie swojego znaku dostawało relatywnie małe pieniądze na działalność statutową, a oprócz tego niewielką część ubrań. Reszta odzieży wędrowała do hurtowni, a następnie do lumpeksów. Obecnie umowa między Wtórpolem i PCK nie obowiązuje.
Hm. Na to akurat nie natrafiłam, ale pewnie masz racje. Pamiętam jak szukałeś tych informacji. Swoją drogą bardzo mi miło, że nadal tutaj zaglądasz. Dziękuję ;)
OdpowiedzUsuń