piątek, 2 września 2011

I doczekaliśmy się nowego singla Florence and The Machine pod tytułem "What the water gave me". Jest znakomity jak wszystkie inne kawałki z poprzednich płyt. Niesamowicie inspirująca muzyka i teksty często towarzyszą mi podczas długich spacerów z aparatem, więc nowa płyta, która ma ukazać się w listopadzie jest dla mnie jak studnia z wodą na pustyni. 12 nowych brzmień na pewno sprawi, że wreszcie wykorzystam swój sprzęt do niecnych czynów!



W sieci doczytałam, że tytuł singla wziął się od obrazu meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. Swoją drogą wcale się nie dziwię, bo jest naprawdę godny uwagi. Tyle się na nim dzieje.. Z pewnością jest to malarka realizmu i symbolizmu. To widzi się na każdym z jej dzieł. Z ciekawości przyjrzałam się jej pracą i jeśli ktoś lubi malarstwo, to gorąco polecam. Niekiedy obrazy są trochę zbyt dobitne i przedstawiają kobietę w roli uciemiężonej, ale to daje tylko powody do przemyśleń.


Kolejną inspiracją dla Florence była też śmierć pisarki Virginii Woolf, która popełniła w dość niekonwencjonalny sposób samobójstwo. Mianowicie wrzuciła do swoich kieszeni mnóstwo kamyków, a następnie rzuciła się do rzeki. Cierpiała na silną nerwicę, a w połączeniu z faktem, iż była artystką dawało jasność, że jej śmierć będzie 'wyjątkowa'. O ile można to tak ująć. Polecam jej książkę "Pani Dalloway". 



 A ja osobiście liczę najbardziej na to, że te wszystkie inspiracje doprowadzą mnie do takich zdjęć jak to:

Moje ulubione :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz