niedziela, 31 lipca 2011

Wróciłam, zobaczyłam, zwiedziłam, zjadłam, rozczarowałam się, spałam, uśmiechałam się, spacerowałam, piłam, robiłam zdjęcia, rozmawiałam, wykręcałam sutki, pomyliłam się, pytałam o drogę, marzyłam, kupowałam, paliłam, starałam się i wiele innych. A wszystko w jednym Krakowie w tych kilka godzin. Jestem znów na starych śmieciach.

Przyszło mi znowu zmierzyć się z czymś, z czym powinnam zmierzyć się już dużo wcześniej. Brutalna rzeczywistość uświadomiła mi po raz kolejny, że nie myślę czasem o rzeczach ważnych w przyszłości. Tym razem pokazała mi, że nie zawsze będzie ktoś na mnie czekał, nie zawsze będzie ktoś przy mnie i wreszcie - że nie można, a wręcz nie wolno nikogo zatrzymywać przy sobie. Niby to takie proste i oczywiste, a ja jednak o tym nie wiedziałam. Mając już 20 lat ciężej przyswajam sobie pewne rzeczy i pewnie dlatego dziś rano moja twarz wyglądała jak poligon wojskowy. Noc i poranek po owej nocy był ciężki, jak wysiłek, który wkładam w to, aby zrozumieć parę życiowych prawd.

Pozytywna myśl jest taka, że chyba już bardziej nie może się zawalić mój światopogląd, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz