Ludzie spotykają się w życiu tylko po to, by móc się pożegnać, albo po prostu odejść bez pożegnania. Jedne relacje są bardziej wpływowe, inne mniej. Liczenie na samego siebie jest jak liczenie na własnych palcach. Znasz ich kształt od urodzenia, wiesz czego lubią dotykać, co je obrzydza, wiesz ile ich masz i jak sprytnie potrafisz nimi przewijać. Dlatego są tobie takie oddane i poniekąd nierozłączne. Dlatego zawsze możesz na nie liczyć czy też na nich policzyć, bo nigdy cię nie zawiodą. Mogą się jedynie przesmyknąć szybciej niż twoje myśli, ale przy kolejnym odliczaniu już jest dobrze. To samo w życiu. Decyzje, które podejmujesz przez samego siebie mogą okazać się błędne, ale zawsze możesz podjąć je jeszcze raz, a za problemy odpowiadasz samodzielnie. Nie ma zawodów, braku szczerości. Czysta kalkulacja.
Najpiękniejsze w człowieku jest to, że chociaż posiadłbyś całą jego fizyczność, to i tak może pozostawić sobie swój umysł, myśli, wspomnienia, marzenia. I pomimo, że jest to czasem tak przykre i wraca jak bumerang, to zawsze jest ta myśl, że masz coś czego ktoś ci nie był w stanie zabrać. Pocieszające.
Jest jednak jeszcze ta część w której fizyczność zostawia właśnie te powracające ślady, które chciałoby się odrzucać na nowo coraz dalej, jak ten bumerang. Tak daleko, żeby przylatywały co kilka milionów lat świetlnych. Tylko czasem rzut okazuje się spalony i ta śmieszna Australijska zabawka pojawia się coraz częściej, a nawet codziennie w twoich dłoniach. Wtedy otwiera na nowo rany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz